Minimalizm po mojemu

Minimalizm to dokładnie tyle, ile potrzeba. Nie więcej, ale też nie mniej. Minimalizm jest prosty. Proste rzeczy są dobre. Nie trzeba komplikować.

Minimalizm nie ma nic wspólnego z ograniczaniem się. Wręcz przeciwnie. To wyimaginowane potrzeby nas ograniczają. Pozbywając się ich, jesteśmy wolni.

Dla mnie najbliżej minimalizmu jest uważność. Wsłuchanie się w siebie i swoje potrzeby. Ludzie całymi latami chowali się za przedmiotami. Kupując i gromadząc próbowali rekompensować sobie jakieś braki.

Kiedy przyszła moda na minimalizm, rozpoczęły się wielkie czystki. Moim zdaniem bezrefleksyjne pozbywanie się przedmiotów, które wcześniej bezrefleksyjnie nabyliśmy w ogóle nie posuwa nas do przodu w rozwoju i samoświadomości. Robimy to samo, co wcześniej. Podejmujemy działanie bez zastanowienia, bez sensu i bez pożytku. To żadna sztuka nakupić tonę rzeczy. Nie jest sztuką również tę tonę wywalić. Dla mnie jedno i drugie to marnotrawstwo pieniędzy. A także czasu i naszej uwagi.

Minimalizm jest dla mnie synonimem wolności od wszelkiego nadmiaru.

Wskazówka: Kiedy masz wątpliwość, czy czegoś naprawdę chcesz. Zrezygnuj, jeżeli to jest przedmiot do nabycia. Powiedz tak, jeżeli to jest czynność.

Zazwyczaj żałujemy rzeczy, których nie zrobiliśmy.  Nie kupionych przedmiotów o wiele rzadziej.

Mój przepis na minimalizm

Staram się nie chcieć więcej, niż faktycznie mi potrzebne. A chcieć tylko tego, co rzeczywiście uczyni moje życie lepszym. Najpierw uświadomiłam sobie, że pieniądze naprawdę są tylko środkiem do celu. Jednym z kilku możliwych środków. Następnie zrozumiałam, że to nie przedmioty dają mi szczęście, tylko emocje, relacje, chwile, przeżycia. Później było już z górki.

Przez długi czas byłam typem zbieracza, a przedmiotami poprawiałam sobie nastrój. Do dzisiaj ciężko mi idzie wyrzucanie, ale za to opanowałam niemalże do perfekcji ważniejszą umiejętność. Chodzi o nie dokładanie kolejnych przedmiotów do swojego dobytku.

Zakupy robię bardzo uważnie i decyduję się tylko na to, co faktycznie niezbędne. Czasami nawet z tego rezygnuję. Nie mam np. tak niezbędnego w kuchni przedmiotu, jak chochelka do zupy. I tyle lat jakoś sobie z tym radzę. Nie mam też żelazka i nie tęsknię.

Pierwsze kroki do minimalizmu

Nie pamiętam nawet, kiedy dokładnie to się zaczęło. W pewnym momencie nadmiar rzeczy zaczął mnie przytłaczać i denerwować. Posiadałam tak wiele dóbr, z których w ogóle nie korzystałam. Stopniowo przestałam kupować nowe. W końcu się zorientowałam, że mam wszystko, co mi potrzeba. A nawet o wiele, wiele więcej. Zrozumiałam, że kolejne przedmioty nie dadzą mi szczęścia. Zaczęłam go szukać gdzie indziej.

23 Replies to “Minimalizm po mojemu”

  1. To prawda często kupujemy coś bo promocja, a bo ładne a później leży i o tym zapominamy. Warto od czasu do czasu robić porządki w kartonach, szufladach czy szafkach i pozbyć się tego, co już dawno nie było używane i pewnie nie będzie i nie patrzeć że szkoda wyrzucić!

  2. Bardzo dobry tekst. I jakże bliski mojemu podejściu. Najważniejsze jest korzystanie z tego co mamy, cieszenie się chwilą, dostrzeganie cudnych momentów i nie tworzenie bałaganu w swoich myślach, działaniach i domu.

  3. Zdarza mi się ciągle wpaść w szał zakupów, ale tak się usprawiedliwiam, ze ten szał zawsze dotyczy czegoś co jest przydatne, co ułatwia mi życie. Na szczęście nie mam słabości do pierdółek zaśmiecających mieszkanie 🙂 A żelazko – choć rzadko używane stoi na widocznym miejscu niczym wyrzut sumienia – może czas się go pozbyć ?

  4. „Moim zdaniem bezrefleksyjne pozbywanie się przedmiotów, które wcześniej bezrefleksyjnie nabyliśmy w ogóle nie posuwa nas do przodu w rozwoju i samoświadomości.” O, to jest bardzo ważne zdanie! Przecież nie chodzi tylko o to, żeby fizycznie pozbyć się tych przedmiotów, ale właśnie zrozumieć, dlaczego je kupiliśmy, dlaczego jednak nie są nam potrzebne i jak w przyszłości uniknąć takich zakupów! 🙂

  5. Ostatnio staram się odczekać kilka dni zanim kupię coś, co wpadło mi w oko. Zazwyczaj po tym czasie zdaję sobie sprawę, że wcale tego nie potrzebuję.

  6. Myślę, że napisałaś tę najważniejszą rzecz o minimalizmie: żeby nie poprawiać sobie humoru przedmiotami. To nie one powinny sprawiać, że czujemy się ze sobą dobrze.

    Nie zawsze rezygnuję z tego, co jest mi zbędne, ale też ostrożnie robię zakupy. Najbardziej nie lubię czegoś marnotrawić. I staram się, żeby zasady minimalizmu towarzyszyły mi w każdym aspekcie życia, również w kuchni.

  7. Brakuje mi rozwinięcia tekstu, mało napisałaś o swoich doświadczeniach, posunięciach w minimalizmie, a lubię o tym czytać, bo sama jestem minimalistką. To bardzo dobra droga życia, w tym świecie jedyna prawidłowa.

    1. napisałam niewiele, bo chciałam, żeby było minimalistycznie 😉
      na pewno jeszcze wspomnę więcej na ten temat w kolejnych wpisach.

      wstrzymałabym się z nazywaniem jakiejkolwiek drogi jedyną prawidłową. różni są ludzie, na różnych etapach, z różnymi potrzebami. najważniejsze, żeby znaleźć najlepszą drogę dla siebie.

  8. Coraz bardziej zauważam, że mamy coraz więcej rzeczy, bo świat i media nam to wpajają. Że ciągle czegoś potrzebujemy, że musisz coś mieć, tak jakbyś bez tego nowego ajfona miała umrzeć :D. A tak na prawdę do życia potrzebujemy niewiele i o tym coraz bardziej się przekonuję 🙂

  9. Przed chwilą przeglądałam Twój fan page, a teraz trafiłam na bloga! Rzeczywiście mi imalizm jest coraz bardziej modny, moim zdaniem to dobra moda, kupujemy zbyt wiele, wyrzucamy niepotrzebne rzeczy, by kupić kolejne. Mój minimalizm rozpoczęłam od tego, że przestałam się malować. Kupuję tylko kosmetyki do pielęgnacji! Pozdrawiam 🙂
    http://altealeszczynska.blog

  10. Ten minimalizm. Osoba widząca jak mieszkam nie stwierdziłaby , że jestem minimalistką. Lubię też rzeczy pełne przepychu, bogate, na małym metrażu mam ściśnięte masę rzeczy a moja kolekcja książek nie zdradza żadnych tendencji do zmniejszania się, wręcz przeciwnie. Zresztą, czy to ważne? Można być minimalistą mając wiele rzeczy. Ba, można było być minimalistą zanim powstał ten termin. Jak dla mnie to raczej próba znalezienie w świecie wartości poza materialnych, znalezienia szczęścia nie w hedonizmie, ale jakiejś nieokreślonej dokładnie wartości wyższej. Jednym słowem, minimalizm to stara, kojarząca się głównie z katolicyzmem, ale starsza jeszcze od niego metoda życia, dostosowana tylko do dzisiejszego świata. Może właśnie dlatego pasuje tylu osobom, jest po prostu bardzo naturalna dla człowieka. I dlatego mogę być minimalistą z moimi książkami i kolekcją butelek – do książek przywiązuje się jako do wartości niematerialnej, do reszty nie przywiązuje się wcale. Jak mi się zachce, wrzucę je do jednego wora i wyrzucę. Myślami przebywam nie w kolejnym sklepie, kupując nowy przedmiot, ale w całkiem niepragmatycznych ideach. Czy nie to właśnie się liczy? Czasami mam wrażenie, że ludzie spłycają całą tą ideę do posiadania białej szafy w salonie.

  11. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś, poza przykładami. Piąta
    Sukienka – Ok, ale chochla i żelazko ? Jak prasujesz??? 😂🤣😅🤣😂

    1. czekałam na to pytanie. nie prasuję. serio. oczywiście nic w tym złego, jeżeli ktoś ma taką potrzebę. ja za to posiadam blender i opiekacz, a też nie są to artykuły pierwszej potrzeby. chociaż dla mnie przydatniejsze, niż żelazko.

      zupę nalewam garnkiem 😉 czasami kubkiem.

  12. Bardzo podoba mi się Twoje podejście do minimalizmu, choć sama jestem na etapie pozbywania się. U mnie problemem nie było kupowanie, ale otrzymywanie – jedna, druga, piąta osoba podarowała nietrafiony prezent, prezentu żal wyrzucić i tak się zbierało…

  13. od wielu lat żyję w minimalizmie, ale nie dotyczy to butów i torebek. W tym roku zaczęłam pracować nad butami, ale 2 torebki już kupiłam ach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.