Być bardziej offline

Internet jest wszędzie i to nie jest problem. To dobrze. Problem jest wtedy, kiedy my jesteśmy w Internecie. Cały czas. Bycie online zajmuje bardzo dużo czasu i uwagi. W zamian nie daje zbyt wiele.

Ostatnio zrobiłam sobie trochę odpoczynek od Internetu. Od bloga, instagrama, facebooka. Nie planowałam tego. Samo wyszło i dobrze wyszło. To nie jest problem, że gdziekolwiek jesteś, musisz zrobić zdjęcie. Bo nie musisz. Problem jest, że chcesz.

Wyjechałam na weekend. Chciałam odpocząć, miło spędzić czas, zrobić coś nowego. Piękna sceneria. Czyste niebo, jezioro, ciepła woda, leżę sobie na łódce i opalam. Jest idealnie. I wtedy atakuje mnie ta myśl, żeby zrobić zdjęcie. Bo jest tak pięknie. Na pamiątkę. I żeby inni też mogli to zobaczyć. Tylko, że wtedy musiałabym wstać, sięgnąć po torebkę, wyjąć telefon. Najlepiej byłoby też dodać je od razu razem z opisem i hasztagami. To wszystko zajmuje czas, uwagę i rozprasza. To wszystko psuje nastrój i zaburza wypoczynek, który miał być niezmącony.

W końcu robiłam te zdjęcia i wrzucałam do Internetu, ale nie tak dużo, jak mogłabym. Czasami sobie odpuszczałam. Po prostu byłam tu i teraz, cieszyłam się tym co jest, chłonęła, korzystałam. Nie wszystko trzeba utrwalać i nie wszystkim trzeba się dzielić. Czasami warto podarować ten czas i uwagę sobie i osobom, z którymi się jest. Nie tym, których nie ma. I których w sumie tak naprawdę nie obchodzi to aż tak, jak być może byśmy chcieli.

Wspomnień i przeżyć nikt nam nie zabierze. A zapomnieć można o nich tak samo, jak o kolejnej karcie pamięci ze zdjęciami z kolejnego wypadu. Myślę, że nasze serce i pamięć zatrzymają to, co faktycznie ważne i wartościowe. Obsesja, żeby na siłę zatrzymać każdy ładny i miły moment prowadzi tylko do tego, że żaden moment nie będzie już ładny i miły. Będzie walką o zapamiętanie go i utrwalenie.

W ten weekend byłam również w parku linowym. Niesamowite przeżycie. Duże emocje. Dawno się tak nie bałam. Musiałam zmierzyć się ze sobą, ze swoim strachem. Podjąć decyzję i pójść w przód albo rzucić się w przepaść. Musiałam liczyć na siłę swoich rąk, chociaż zazwyczaj polegam raczej na nogach. Musiałam zaufać i poddać się czemuś tak oczywistemu, jak siła grawitacji. Już na samym wstępie pożałowałam. Chciałam się po prostu wycofać i wrócić do domu. Lubię wyzwania, ale kiedy są łatwe 😉 Ostatecznie się nie poddałam. Przeszłam całą trasę, chociaż było to niesamowicie trudne, wymagało odwagi i wysiłku. Dawno również nie byłam z siebie taka dumna. Myślę, że potrzebowałam czegoś takiego. Nie mam zbyt wielu zdjęć, tylko kilka filmików i to nie z mojej inicjatywy. Gdybym chciała zrobić z tego materiał na bloga, musiałabym pojechać tam pracować, a nie wypoczywać. To ściema, że można mieć 2w1. Albo piszesz, pracujesz, robisz reportaż albo dobrze się bawisz i odpoczywasz. Jak chcesz zrobić jedno i drugie, to obydwa aspekty na tym ucierpią. Czasami trzeba zdecydować.

Być bardziej offline, to skupić się na życiu, a nie na pokazywaniu go w mediach społecznościowych.

One Reply to “Być bardziej offline”

  1. Choroba dzisiejszych czasów, zamiast delektować się chwilą, myślimy o tym aby wrzucić to na media s. …

Comments are closed.